Koszyk

Zarys sytuacji ogólnej, nie dramatycznej, lecz trudnej. W co się bawić?

Tak jak tysiące innych matek #zostałamwdomu wraz ze swoim pracującym zdalnie mężem oraz (o! jakie żywe srebro, on zawsze tak?) synem Witoldem, lat prawie 5.

Super, bardzo się ciszę, bo wiem jaki to luksus móc zostać w domu całą rodziną.

Nie będę Was jednak okłamywać, wszyscy pewnie tam byliście, kocham Witka nad życie, bez zastanowienia oddałabym mu nerkę, ale też przebywając z nim w domu non-stop od ponad dwóch tygodni, co najmniej raz na godzinę mam ochotę eksplodować i trzy razy dziennie umieram z nudów. Tolerancja na powtarzalność gier, zabaw, żarcików, okrzyków wraz z wiekiem drastycznie spada.

Na scenę wkracza Czarny Piotruś a zaraz za nim socjaldemokracja

Do napisania tego tekstu skłoniło mnie wydarzenie z zeszłej soboty. Po przerobieniu wszystkich dostępnych w domu gier i zabaw Witek zapragną zagrać w Czarnego Piotrusia.

Tych kart akurat nie mamy, co natychmiast zwiększyło w oczach mojej pociechy atrakcyjność zabawy.

Wiadomo będzie Piotruś albo Armagedon!

Zagrałam kartą:

– A może Super farmer? – zwycięstwo nadziei nad rozsądkiem.

Potem Rejtanowskie rozdarcie szat:

– A widzisz chciałam kupić, a nie chciałeś, pod kioskiem staliśmy…

Reporterska dokładność i niezaprzeczalność faktów nie zrobiły na Witku żadnego wrażenia

Potem milczące przygotowanie do rodzicielskiej tyrady z gatunku strzał w kolano:

– Przecież nie pójdziemy kupić, dziecko skąd Ci wezmę, zaraza…, narodowe bezpieczeństwo… Wdech,wydech, sapnięcie.

I tu zapaliła się lampeczka: Skąd wezmę? Ano zrobię!

– Synku, a może sami zrobimy te karty?

I światełka zapaliły się w kochanych oczętach!

Czarny Piotruś pena talia




„Cel (…), jest dla mnie niczym, ruch – wszystkim”

przypomniałam sobie cytat z Buddy czy też Dalajlamy i od razu poczułam się bardziej ZEN.

Jakież było moje zaskoczenie, gdy sprawdzając cytat do tego tekstu odkryłam, ze słowa te wypowiedział Eduard Bernstein niemiecki polityk żyjący w latach 1850 – 1932. Socjaldemokrata.

Nie zaglądajmy sobie jednak w przekonania, tak jak darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda. Czarnego Piotrusia robimy i to jest najważniejsze!

O podróżowaniu mentalnym, zasadach, zaletach rysownia i o tym kto na zabawach z dziećmi najbardziej korzysta

W jednej chwili cała sytuacja się zmieniła, choć rzeczywistość była taka sama.

„Cel podróży to nie miejsce do którego zmierzasz, a nowa perspektywa z jaką patrzysz na świat.“ – Henry Miller

Bo nagle zamiast problemu mieliśmy świetną zabawę. Dla Witka możliwość przygotowania kart była trzy razy lepsza niż sama gra.

Szybko zabraliśmy się do roboty. Korepetycja z zasad.

Wymyślanie z czego zrobić karty (padło na tyły bloków kolorowego papieru), rozrysowanie i wycięcie kart. I najprzyjemniejsze RYSOWANIE!!!

„Rysowanie jest muzyką dla oczu i wyciszeniem dla umysłu” – Orhan Pamuk

Witek rysował samochody według swojego ulubionego schematu, które łączyliśmy w pary dorysowując jednakowe dla dwóch kart elementy np. słoneczko.

Czarny Piotruś karty Witka w samochody

Kiedy się znudził ja chwyciłam na kredki i pod przewodnictwem kierowniczym syna rysowałam wybrane przez niego zwierzątka posiłkując się własną wyobraźnią i zasobami internetu. To było wspaniałe popołudnie, pełne radości i spokoju. Całkowicie pochłonęły mnie te malowanki i bardzo się wyluzowałam.

Prawda jest taka, że to ja najbardziej skorzystałam na tej kreatywnej przygodzie.

Czarny Piotruś moje karty w zwięrzątka

Każdy ma Piotrusia, mam i ja, czyli owszem fajne są gry karciane, ale dlaczego TAK NAPRAWDĘ było warto samodzielnie zrobić karty

„Jeśli nie wiesz dokąd zmierzasz, każda droga Cię tam poprowadzi.” – Lewis Carroll

Zadanie wydawało się oczywiste, robimy karty, bo chcemy pograć. Jednak ta malutka mentalna podróż wyposażyła nas w bardzo wiele skarbów. Oprócz wcześniej już wymienionych:

rozwoju kreatywności u Witka (chociaż i ja przekonałam się, że w dziedzinie rysunku mogę więcej niż myślałam)

– dobrej zabawy i relaksu, rysowanie bardzo uspokaja i wycisza

– oraz wyjątkowego wspólnie spędzonego czasu, cztery razy dłuższego niż gdybyśmy tylko wyciągnęli karty i zagrali,

osiągnęliśmy coś jeszcze.

Pokazałam dziecku, że:

– jeśli się trochę pomyśli to można poradzić sobie w sytuacji braku i ograniczeń

– zaangażowanie w działania pozwala podejmować decyzje i kształtować rzeczywistość (Witek wymyślił w co chce się bawić i mógł zadecydować co będzie na kartach)

– działając razem możemy więcej

przedmioty osobiście wykonane, choć nie tak idealne jak fabryczne, mogą mieć większą wartość.

Oznaczenie kart w rogu

W Czarnego Piotrusia grywałam z moją mamą mając 6 lat, do dziś pamiętam te niesamowite emocje i wspólnie spędzony czas. Teraz gramy z Witkiem i bawimy się jeszcze lepiej, bo to nasz własny Czarny Piotruś. A usłyszeć „Mamo jakie piękne te karty!” to naprawdę bezcenne.

„Raz w roku pojedź w miejsce, w którym nigdy nie byłeś.” – Dalajlama

(Tak, udało się zacytować Dalajlamę), Chociaż podroży w miejsce Epidemia, nikt z nas sobie nie życzył, to skoro już nas to spotkało warto zobaczyć dobre strony i skręcić do Krainy Kreatywność.

Serdecznie namawiam Was do wykonania z dziećmi własnej gry, naprawdę warto. W prezencie dla Was dołączam ściągawkę z zasad i zestaw bardzo prostych grafik, które można wykorzystać do kart.

Karty do gry w Piotrusia pogodowego można również wykorzystać do gry w przeciwieństwa oraz pomoc do rozmów o pogodzie z maluchami

Kategorie: Inne

0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *